Istnieje wiele metod walki z obturacyjnym bezdechem sennym. Najbardziej popularnym jest wykorzystanie podwyższonego ciśnienia w drogach oddechowych generowanego aparatem typu CPAP. Terapia ta nie jest jednak pozbawiona wad. Nie wszyscy ją dobrze tolerują i tak na prawdę CPAP nikogo jeszcze nie wyleczył. Trzeba już korzystać z tej „maszynerii” do końca życia. Trudno się więc dziwić, że wiele osób szuka alternatywnych terapii i sposobów na trwałe wyleczenie.
Bezdechy i spłycenia oddechu typu obturacyjnego są wynikiem zwężenia lub zamknięcia światła dróg oddechowych. Ściana dróg oddechowych na poziomie gardła jest zbudowana z mięśni, nie ma podparcia chrzęstnego ani kostnego. Tkanki te mają u niektórych osób tendencje do zapadnia się i blokowania przepływu powietrza. Jak się więc wydaje, najbardziej logiczną drogą do wyleczenia powinny być zabiegi chirurgiczne bezpośrednio eliminujące daną wadę anatomiczną. Problem najlepiej zawsze eliminować u źródła.
Zabiegów mogących pomóc w walce z OBS jest wiele. Począwszy od zabiegów pomagających udrożnić nos, poprzez operacje usunięcia migdałków, wszczepienia implantów podniebiennych, po pełną uwulopalatofaryngplastykę (UPPP) i w bardzo skrajnych przypadkach na tracheostomii kończąc (to ostatnie to już jako zabieg ratujący życie).
Najbardziej popularną i kompleksową metodą chirurgicznego leczenia OBS jest UPPP, która polega na usunięciu tkanek miękkich powodujących niedrożność- części języczka, podniebienia miękkiego i gardła, czasami też powiększonych migdałków. Operacja ta ma na celu zwiększenie prześwitu dróg oddechowych i poprawę napięcia tkanek podniebienia miękkiego. Istnieją także odmiany tej techniki z wykorzystaniem lasera- dzięki czemu zabieg jest mniej inwazyjny ale niestety też nieco mniej skuteczny.
Rozmawiałem z wieloma pacjentami po tego typu zabiegach. Często słyszę o niełatwym okresie rekonwalescencji i utrzymującymi się dłuższy czas skutkami ubocznymi (często powtarza się np. nieprzyjemne uczucie „guli w gardle”, suchość gardła, problemy w przełykaniu). Najbardziej niepokojące jest jednak to, że nie spotkałem osoby dla której zabieg byłby w pełni skuteczny. Ale to jeszcze oczywiście nie znaczy, że takie osoby nie istnieją. Postanowiłem poszukać więc obiektywnych danych na ten temat.
Pierwszy w rękę wpadł mi artykuł naukowy pod wszystko mówiącym tytułem „Uwulopalatofaryngoplastyka (UPPP) jako zabieg nieskuteczny w leczeniu ciężkiego obturacyjnego bezdechu sennego (OBS)” autorstwa m.in. prof. dr hab. med. Paweł Śliwińskiego i prof. dr hab. med. Dorota Góreckiej. Wnioski autorów są jednoznaczne- metoda ta jest nieskuteczna u większości pacjentów. Inne źródła nie są w tej ocenie już tak jednoznaczne- w USA skuteczność dla metody Stanford podawana jest nawet na poziomie 60-70%. Większość autorów jest jednak dość powściągliwa w jednoznacznych ocenach, tłumacząc to faktem, że zazwyczaj przyczyny bezdechu są złożone i kluczowa jest tutaj nie tylko skuteczność metody, ale też odpowiednia kwalifikacja pacjentów do zabiegu. Jestem się w stanie zgodzić z tak postawioną tezą.
Na koniec chciałbym zwrócić na jedną- bardzo ważną kwestię- związaną ze „skutkami ubocznymi” UPPP, o których zapewnie nikt inny wam nie powie. Jak wiemy dobrze wykonany zabieg zazwyczaj zmniejsza problem ale tak na prawdę rzadko eliminuje konieczność korzystania z aparatu CPAP. Algorytmy używane w automatycznych CPAP (APAP) radzą sobie jednak kiepsko w przypadku gdy przepływy powietrza są zaburzone przez zabieg. Potrzebny jest naturalny „opór”. Aparat nie jest w stanie prawidłowo zinterpretować wyników terapii, co finalnie może wiązać się z koniecznością ustawienia ciśnień na stałe (tak jak w aparacie manualnym). Tak więc z jednej strony zabieg może pomóc obniżyć niezbędne do terapii ciśnienia, a z drugiej sprawić, że sama terapia robi się mniej efektywna ze względu na niemożność stosowania automatycznych algorytmów. Nie wiem tak na prawdę co jest lepsze.
To wszystko sprawia, że sam nie zdecyduje się na zabieg typu UPPP. Ale w moim przypadku terapia CPAP- na szczęście- nie jest uciążliwa i co pewnie ważniejsze: jest całkowicie skuteczna. Potencjalne korzyści z zabiegu UPPP byłyby u mnie mniejsze niż potencjalne ryzyka.
Nie znaczy to oczywiście, że w mojej ocenie nikt takiemu zabiegowi nie powinien się poddawać. Sprawa jest mocno indywidualna. Sam szukałbym pomocy chirurga w następujących przypadkach:
– zła tolerancja lub nieskuteczność terapii CPAP
– konieczność stosowania wysokich ciśnień i/lub uciążliwe skutki uboczne CPAP
– jednoznacznie potwierdzona i możliwia do usunięcia wada anatomiczna
– dostęp do renomowanego ośrodka/ dobrego lekarza
Ważne jest- moim zdaniem- aby nie próbować leczyć bezdechu ograniczając swoją drogę do laryngologa/chirurga. Większą praktykę w leczeniu OBS mają w Polsce wyspecjalizowani lekarze pulmonolodzy i to oni powinni stanowić trzon wyznaczania optymalnych kierunków terapii.
Czy to co napisałem znaczy, że już pogodziłem się z tym, że do końca życia będę spał podłączony rurą do aparatu CPAP?
Niekoniecznie! Świadomość bezdechu sennego wśród lekarzy i pacjentów rośnie każdego roku. Dzięki temu wokół tematu zaczynają pojawiać się pieniądze, jak i zainteresowanie naukowców. Dlatego oczekuje coraz nowszych/lepszych procedur, technik, metod leczenia OBS. Nowoczesna medycyna coraz mocniej skupia się na tym aby zabiegi były mniej inwazyjne, a ich skutki odwracalne. Wykorzystuje się lasery, implanty, ostrzykiwania, stymulatory itd. Głęboko wierzę więc, że doczekamy się więc prostej i skutecznej metody, z której w przyszłości będę mógł skorzystać bez obawy o jej skuteczność i skutki uboczne. Niech eksperymentują inni, a ja póki co zostanę ze swoim CPAP’em. Zresztą ja tam go nawet lubię…